Powrót

[CIEMNE DRZEWA 1970 – recenzje:]

(…) Ciemne drzewa Kazimierza Orłosia. (…) Nie tylko lubię, ale i cenię jego prozę. Orłoś ma szczególną wrażliwość na cierpienie dzieci, kobiet, ludzi na swój sposób bezradnych, bo poniewieranych przez otoczenie, podległych środowisku, odtrącanych, spychanych do czynności służebnych. To są ci „na zawołanie”, nieważni, słabi, potulni, z obolałym wnętrzem. (…)
(…) Obserwuję (…) dość gwałtowny przeskok od literatury poszlacheckiej (…) do lumpenproletariackiej (…). Wielkiej literatury o rodach mieszczańskich brakuje nam (…). (…) Ratunkiem przed degradacją, zapędzeniem się w fałszywą egzotykę wykolejeńców jest sięgnięcie po uformowaną, z tradycjami bez skansenowskiej ludowości – wieś polską. I tam szukam odrodzenia, stamtąd spodziewam się nawet epiki. Dość przypomnieć poetycką prozę Tadeusza Nowaka, ostre obserwacje przemian Juliana Kawalca, studia psychologiczne Mariana Pilota. Do tej szkoły dorzuciłbym i ciekawą indywidualność Kazimierza Orłosia.
Jest on opowiadaczem przyciszonym, pełnym smutku. Podsuwa zwierciadło i musimy się wzdrygnąć, bo widzimy twarz udręczoną, ze śladem przeżytych, pracowitych lat. A czasem ofiarę bezmyślności i głupoty tak okrutnej, że chciałoby się uderzeniem pięści zgasić to błazeńskie zadowolenie z poczucia bezkarności. (…)
Wojciech Żukrowski, Na moim sitku: W płochliwej zieleni.
„Nowe Książki” 1970, nr 10, s. 583-584.

Trzecia książka Orłosia, tom opowiadań Ciemne drzewa, zasługuje na recenzję opatrzoną tutułem bardziej entuzjastycznym. (…) Skoro jednak tygodnik Kultura powitał Ciemne drzewa tytułem Jest prozaik!, czuję się zwoloniony z wyrażania na wstępie swego entuzjazmu i zachwytu. Zamiast tego chciałbym się zająć specyfiką Orłosiowej prozy, tę zaś (…) określa trafnie formuła: rzetelnie w tonacji szarej.
Rzetelnie – tedy na miarę możliwości, tedy bez pozorowania, tedy bez sztuczek i gierek, wiarygodnie, bez silenia się na niezwykłe efekty – pozornie nieefektownie. I unika Orłoś wszelkich ekstrawagancji, tak stylistycznych, jak fabularnych. Opowiadania z Ciemnych drzew to opowiadania o sprawach banalnych w ich powszechności i powszedniości, sprawach codziennych, rozgrywających się na płaszczyźnie jednostkowych losów ludzkich. Działania bohaterów Orłosia mają znaczenie jedynie dla niewielkiego kręgu osób – przeważnie bliskich, ale to nie reguła, bądź dla nich samych. Nie ma w tej prozie tzw. wielkich tematów, historiozofii, filozofii, wielkich syntez i parabol. Kiedy w Lamparcie Lampedusy umiera książę de Salina, to jego śmierć jest symbolem śmierci pewnej epoki, pewnej formacji. U Orłosia trudno doszukać się owych znaczeń symbolicznych; kiedy w Upale umiera ranny motocyklista – jest to śmierć jednostkowa, fizyczna, konkretna, nic nie znacząca. (…) Zatrzymałem się dłużej na Upale,[bo] jest to (…) utwór, na przykładzie którego najłatwiej ukazać to, co najbardziej charakterystyczne dla prozy Orłosia. Nic tu się właściewie nie dzieje, jest tylko piknik zadowolonych z utargu gospodarzy i nieruchoma ofiara wypadku w tle. (…) (…) nie pada w tym opowiadaniu ani jedno zdanie odautorskiego komentarza, ani jedno słowo potępienia, protestu czy przygany. Orłoś jest pisarzem dojrzałym, a to może znaczy tyle, że przedstawia i opisuje, a nie oburza się. Jest to proza skupiona i rzetelna – nie gubi się w moralizatorskiej retoryce, nie rozpływa w deklaracjach. Jest zwarta, męska i – trzeba to powiedzieć – okrutna. (…)
Jest to proza szara, niezależnie od tego, czy Orłoś opisuje Bieszczady latem, czy park nocą – pejzaże przysypane są jakby kurzem, brak im barwy, zapachu, plastyczności. Nie wiem, czy nie wiąże się to w jakiś sposób z rodzajem dramatów, jakie się w tych krajobrazach rozgrywają (…).
(…) Ciemne drzewa są książką, która – nie waham się użyć tych słów – podejmuje społeczne posłannictwo literatury. Są książką, która (…) jeśli nie powinna, to na pewno mogłaby znaleźć się w zestawie lektur szkolnych. (…)
Bohdan Zadura, Rzetelnie w tonacji szarej.
„Twórczość” 1970, nr 9, s. 118-119.

Powrót