Powrót

[DZIEWCZYNA Z GANKU (2006) – recenzje:]

(…) Mazury to w twórczości Kazimierza Orłosia temat wyjątkowy. Na wakacje przyjeżdżał tam już jako nastolatek; „bawiłem się - wspominał przy jakiejś okazji – z rówieśnikami, którzy między sobą mówili po niemiecku, a ze mną po polsku, trochę kalecząc słowa. Był to dla mnie, dziecka pamiętającego wojnę, świat jak z bajki. Lasy naokoło, jeziora. Rzeka Krutynia płynąca pod baldachimem drzew, jak w tunelu. Chodzilem z Manfredem, Horstem i Zonim łowić ryby i raki”.
Teraz Zoni, Manfred i Horst ucieleśniają się w postaci literackie. Otrzymują swoje życiorysy, odsłaniają sekrety. Oczywiście, nie do końca, wciąż wiemy o nich staraszliwie mało. Z pewnością ogromnej, nie tylko literackiej, ale i reporterskiej, i wręcz detektywistycznej pracy potrzeba było, by zrekonstuować biografię bohaterki tytułowego opowiadania. W efekcie opowieść o życiu i śmierci Anny Golembiowski, córki Horsta i Erny, brzmi niczym niesłychanie smutny mit antyczny. (…) Nad mogiłą Anny, której ostatniej drodze nie towarzyszył ksiądz (bo luteranka), ani pastor (bo go akurat nie było), wnuczka odczyta trzy zwrotki pieśni (…) z (…) starego kancjonału. (…)
Zmienia się na Mazurach wszystko, nawet przyroda, a tę autor „Dziewczyny z ganku” utrwala w jej niepowtarzalnym kształcie. Jeszcze sprzed degradacji (…). Nawiasem mówiąc, jest Kazimierz Orłoś jedynym polskim pisarzem tak konsekwentnie broniącym przyrody (…).
Tę znakomicie napisaną prozę radziłbym czytać na głos, bo jest wręcz do tego predestynowana. Zanurzamy się wtedy w nadzwyczaj interesującym mikrokosmosie i jego pozornie małych, a w istocie wielkich sprawach dotyczących największych tajemnic naszego życia. Na czele z miłością, bo właściwie od tego powinienem zacząć: wszystkie opowiadane przez Kazimierza Orłosia historie pokazują kobietę i mężczyznę połączonych odwiecznym pożądaniem, zgodnie z prawami natury i boskimi wyrokami, a te przynoszą jednym szczęście, drugim rozpacz. A jeszcze innym, jak bohaterom opowiadania „Żurawiny”, pozostawiając tylko posmak zimnych i kwaśnych jagód.
Krzysztof Masłoń, Do czytania na głos. Znakomite opowiadania Orłosia.
„Rzeczpospolita” z 11 IV 2006, nr

(…) W najnowszej książce Orłosia znów czytamy o codziennych sprawach mieszkańców mazurskich wiosek zagubionych w lasach nad Krutynią. (…) Tom składa się z pięciu miniatur i dwu dłuższych opowiadań tworzących ramę książki. W tych ostatnich utworach dała o sobie znać tematyczna dominanta zbioru. Jest nią trudna, najeżona przeszkodami, w zasadzie skazana na klęskę miłość kobiety i mężczyzny. W te miłosne historie wcina się historia pisana wielką literą.
Oto w utworze tytułowym poznajemy perypetie mazurskiej chłopki Anny, które poniekąd rymują się z losami Mazurów jako zbiorowości w XX wieku. W długim opowiadaniu zamykającym zbiór („Dolina Jerzyków”) widzimy przybysza z Warszawy, który wplatał się zarówno w romans z młodą żoną leśniczego, jak i w skomplikowane sprawy miejscowych. Chodzi o Mazurów, którzy przeżyli wojnę i nie wyemigrowali do Niemiec w czasach PRL-u, oraz tzw. mazurską krzywdę, czyli ciche wypędzenie tych, którzy przez wieki podtrzymywali polskość na naszych północnych ziemiach. (…) Cóż (…) podziwiać? Jak zawsze u Orłosia – oszczędny i zdyscyplinowany styl, biegłość w konstruowaniu fabuł. (…)
Dariusz Nowacki, Miłość i historia w lasach nad Krutynią.
„Gazeta Wyborcza” z 18 IV 2006, nr s. 17.

Powrót