Powrót

[„KONIEC ZABAWY” 1965- recenzje

(…) W opowiadaniach „Między brzegami” wykazał Orłoś talent literacki. (…) Nowe opowiadania Orłosia są czymś więcej niż manifestacją talentu literackiego. Są przekazem własnego ludzkiego doświadczenia. (…) Orłoś przekazuje w swoich nowych opowiadaniach doświadczenie wynikłe z obcowania z brutalnością. (…) „Koniec zabawy” jest przemyślaną wypowiedzią pisarską, skomponowaną z motywów takiej nieświadomej siebie brutalności. Przejawiła się w tej wypowiedzi właściwa Orłosiowi subtelność literacka. Autor zrezygnował z prymitywnych sposobów literackiej demaskacji zjawisk brutalności. Uznał, że najlepszą formą demaskacji jest autodemaskacja. W większości opowiadań narratorami są nieświadomi sprawcy aktów brutalności lub ich także nieświadomi naoczni świadkowie. To nie zmniejsza wymowy moralnej tych opowiadań, lecz ją potęguje. Brutalność staje się grożniejsza przez to, że można nie zdawać sobie z niej sprawy aż do tego stopnia.
(…) U Orłosia ludzie bez wrażliwości i wyobraźni są wbrew konwencjom literackim ludzmi z krwi i kości. Oni są zadowoleni z siebie i inni są z nich zadowoleni. (…) Ich samozadowolenie jest zarazem skutkiem i przyczyną niemożności zobaczenia samego siebie i niemożności zobaczenia czegokolwiek. Dla nich świat jest instalacją urządzeń, które przedłużają lub potęgują samozadowolenie. Obojętne, co te urządzenia wprawia w ruch: rzecz, człowiek czy zjawisko, wódka, dziewczyna czy śmierć. (…) Orłoś opowiada o świecie groźnym i ludziach niebezpiecznych. I chyba ma racje, gdy szuka źródła zła w braku wrażliwości i w braku wyobraźni. Najbardziej chorobliwa wrażliwość czy chorobliwa wyobraźnia nie bywają tak niebezpieczne, jak ich brak.
Henryk Bereza, Brutalność.
„Nowe Książki” 1966, nr 5 , s. 279.

(…) Czytając opowiadania Orłosia, myślałem o historycznym zawężeniu określenia „czasów pogardy”, przypisaniu ich tylko do lat 1939-1945, przypomnienia z tej, ale właściwie tylko z tej okazji i Pascalowego zawieszenia człowieka między aniołem a zwierzęciem, i ostrzeżenia Nałkowskiej, że „ludzie ludziom zgotowali ten los”. A przecież opowiadania Orłosia, których fabuły (…) pokrywają się z wycinkami najświeższych dzienników, demonstrują wcale w gruncie rzeczy nie słabszą, nie „mniejszego formatu” pogardę dla człowieka, dla jego powszedniego losu, pokazują sadyzm. (…) Społeczną (…) załugą opowiadań Orłosia jest nadanie temu sadyzmowi, który kwitujemy „na co dzień” krótkotrwałym zwykle oburzeniem czy politowaniem, nadzwyczaj sugestywnej konkretyzacji artystycznej (…). Umiejętności nowelistyczne Orłosia są rzeczwiście zadziwiającej, zwłaszcza na tle naszej tzw. młodej prozy, dojrzałości. Oszczędna w słowa narracja, ostry, zwłaszcza psychologiczny, rysunek postaci, troskliwie wyważona kompozycja – to wartości, które można spotkać – częściej jednak osobno niż razem – w prozie naszych nowelistów nie tylko młodej generacji. U Orłosia najważniejsze wydaje się jednak skoncentrowanie tych umiejętności na określonym, wypreparowanym z sytuacji obyczajowej problemie moralnym, na żywym, konkretnym Polaku, nie zaś „człowieku w ogóle”, na wyeksponowaniu i problemu, i bohatera bez nachalnego, odautorskiego pouczenia, bez dydaktyzmu; aplikację, dostosowanie pokazanej przez Orłosia sytuacji do siebie musi wziąć na siebie sam czytelnik (…).
Zbigniew Pędziński, Ubaw po pachy.
„Więź” 1966, nr 5, s. 113.

(…) Współczesny opowiadacz może właściwie mówić o wszystkim: i o nieumyślnym zabójstwie dziadka kolegi, i o tym, jak świniak ze strachu przed rzeźnickim nożem „popełnił samobójstwo”, i o „wesołej” zabawie na ostatnich wczasach, i o tym, jak musiał zrobić skrobankę własnej dziewczynie... (…) Jedyną granicą jest – oschłość i rzeczowość relacji, „reportażowość”. Przecież to właśnie reporterzy, ci królowie dzisiejszego piśmiennictwa (…), mogą opowiadać głośno, publicznie i bez zażenowania o wszystkim. (…) Jedyna cena, którą muszą płacić, to – rzeczowość. Filozofowanie, psychologizowanie, poetyzowanie – oto co tylko może ich ośmieszać. A także: zaangażowanie (takie „naprawdę”), uczuciowość (taka „na serio”), przejęcie się (takie „na poważnie”). Oto jest klucz do prozy Orłosia. (…) Nigdy (nawet kiedy mówi „w pierwszej osobie”), nie posunie się ani o krok „w głąb” poza granice psychologii „gazetowej”. Nigdy (nawet gdy jest „wszechwiedzącym narratorem”), nie ukaże bardziej ukrytych motywów postępowania ludzkiego. Nigdy (nawet gdy stosuje chwyt „wyznania” czy też „zeznawania” może), nie angażuje się ani na chwilę w to, co opowiada. Przynajmniej p o z o r n i e! (…). (…) Nie dajmy się zwieść: ta „reportażowość”, ta oschłość opowiadacza, relacjonującego tylko ludzkie sprawy, jest w tej prozie chwytem literackim (…) stosowanym (…) z piekielną konsekwencją, umiejętnością dojrzałego pisarza i z rygorem właściwym świadomemu artyście. Orłoś napisał studium o okrucieństwie. Wielorozdziałowe studium literackie o „nieludzkim” w „po prostu ludzkim”, gdzie każde nowe opowiadanie wnosi nowy motyw tego samego tematu, chociaż jest zupełnie niepodobne do opowiadania poprzedniego.
Dawno nie spotkałem tak niebanalnie skomponowanego tomu! (…)
Stefan Melkowski, Okrucieństwo.
„Twórczość” 1966, nr 3, s. 118.

Powrót