Powrót

[LETNIK Z MIERZEI (2008) – recenzje:]

(…) „Letnik z Mierzei” jest powieścią niewielką, klimatem bardzo zbliżoną do poprzednich dwóch świetnych zbiorów opowiadań Orłosia: „Drewnianych mostów” i „Dziewczyny z ganku”. Temat stary jak świat: byłego radcę prawnego już na emeryturze dręczy świństwo dokonane we wczesnej młodości. Podczas nadmorskich wakacji uwiódł dziewczynę, a gdy mu napiasała, że jest w ciąży, nigdy więcej się nie odezwał. Teraz, po pół wieku, postanawia wybrać się na wycieczkę w tamte strony. Może coś uda się wyjaśnić... Zobaczyć dawną miłość, poznać nieznane dziecko... Sprawozdanie z poszukiwania śladów zapaskudzonej tchórzostwem młodości dedykuje własnemu „prawowitemu” synowi, dziś też już niemłodemu. Wszystko to brzmi ostentacyjnie staroświecko. Owszem.
Z jedną różnicą: nie ma tu grama ostentacji. Orłoś jest tylko absolutnie, do ostatniego przecinka nieczuły na pokusy współczesnej kultury ustanawiającej swoje reguły gry, od stylistycznych po etyczne. Jego bohater nie jest dobry ani zły, ani efektowny, ani nijaki, jesteśmy z nim i nie jesteśmy, fabuła się rozwiązuje i nie rozwiązuje. Dochodzimy do końca książki i jesteśmy mądrzejsi o coś, co niemożliwe do nazwania. Ale bardzo zostaje w pamięci.
Tadeusz Nyczek, Uwiedziona i porzucona. Orłoś staroświecki, ale nierdzewny.
„Przekrój” z 18 XII 2008, nr 51-52(3313-3314), s. 75.

(…) Kazimierz Orłoś stawia pytania stare jak świat: Co określa nasze człowieczeństwo? Czy jest to zdolność do przyznania się, wyzwolenia z naszych słabości, grzechów, ułomności? W człowieku zawsze tkwiło zło – od czasów Adama i Ewy. Jednak człowiek musi walczyć nie tylko z tym złem będącym w nim samym, ale też go otaczającym. Złem otaczającym Józefa był Peerel, narzucony przez Sowietów system. Niszczący wartości, ludzkie odruchy. Odczłowieczający. Czyniący z człowieka barbarzyńcę. Jak się wydaje, to w systemie komunistycznym Józef upatrywał przyczynę swojego braku odpowiedzialności moralnej za Mirkę, za dziecko, w nim szukał usprawiedliwienia dla siebie. (…) „Gdy dojrzewaliśmy – lata pięćdziesiąte, sześćdziesiąte, siedemdziesiąte? Nasze szkoły, studia, pierwsza praca – wszysto w PRL-u! Gdy musieliśmy egzystować w dwóch światach: tym stworzonym z gazetowych sloganów, przez fałszywe podręczniki, przez nieprawdę, przymus. I tym na co dzień, zwyczajnym: rozmów przy stole, zabaw z rówieśnikami, opinii rodziców, przyjaciół, krewnych. Zdawaliśmy sobie sprawe, że musimy żyć tu i tu. Mówić dwoma językami. Nie wychylać się, nie mówić zbyt często prawdy. Bez tego dwuistnienia nie byłoby życia. Czy to podwójne myślenie – mówienie co innego tu, co innego tam – nie ukształtowało mojego charakteru, mentalności? Ta mimikra? Czy nie kształtowała postawy wielu takich jak ja? Nie wpłynęła na moje zachowanie w latach pięćdziesiątych, gdy tak obojętnie potraktowałem Mirkę? (…) Mogłem wówczas – głupi smarkacz – uznać, że ona należy do świata przymusu”. (…)
Dariusz Jarosiński, Pamięć i piasek.
„Gazeta Polska” z 10 XII 2008, nr 50(803), s. 24.

(…) Sumienie jest w książce (…) siłą organizującą literacką przestrzeń. To ono nakazuje wsiąść w samochód, a potem – na miejscu, po zamieszkaniu w opustoszałym socjalistycznym ośrodku wczasowym – włóczyć się po wietrznej plaży, zaglądać do przydomowych ogródków w miasteczku, wreszcie – zagadywać mieszkańców. Zwłaszcza tych, pamiętających czasy stalinizmu, w których przydarzyły się nurtujące bohatera epizody. Czy odniesie sukces, rozwikła zagadkę?
„Letnik z Mierzei” jest również prozą rozliczeniową. Dlatego pisarz wybrał formę niby-zapisków dla syna, swoistej spowiedzi z wydarzeń bliższych i dalszych. Tych z lat 50., ale także z czasów okupacji i powstania warszawskiego – z najbardziej dramatyczną sceną, gdy, jako dziecko, stał wraz z rodzicami pod murem kamienicy, a pijani bandyci z RONA repetowali karabiny maszynowe. Stąd też nieuniknione egzystencjalne pytania wpisane w prozę Orłosia: kim byłem wtedy, w latach 50. i później, w czasach gomułkowskiej szarzyzny i „gierkowskiego cudu”? Jakim byłem człowiekiem? Kim jestem teraz, gdy dawna miłość, choć tli się może w zakamarkach podświadomości, spopieliła się i nikt już o niej nie pamięta w pagórkowatym pejzażu Mierzei Wiślanej? Pytania oczywiście dotyczą także tamtej dziewczyny, Mirki, chudego podlotka, potem młodej kobiety, pierwszej miłości bohatera, z którą kochał się na plaży, między wyrzuconymi przez morze drewnianymi skrzynkami.
(…) Opisy przyrody w najnowszej prozie Orłosia sprawiają, że – podobnie jak w cyklach mazurskich opowiadań tego autora – staje się ona ważnym bohaterem opowieści. Tu jest jesienna, ogołocona, zapisana w zimnym wietrze, który zabija wszystkie zapachy, w kołysaniu sosnowych wierzchołków, w fantastycznych kształtach korzeni wystających z piachu. Ona przetrwa, ludzie odejdą. Także ich sprawy, wielkie i małe, wspomnienia, dreszcz nimi wywołany. (…)
Wojciech Chmielewski, Pożegnanie z Mierzeją.
„Arcana” 2009, nr 1(85), s. 187-188.

(…) „Letnik...” jest książką o wyborach – tych świadomych, aktywnych, i tych poprzez bierność, wstydliwych, jakby niemęskich, po latach może najbardziej doskwierających. Dalej: o naszych przygodach z czasem, który jedne szczegóły zaciera, innym przydając zwiększone znaczenie. O tym, że choć wiemy, iż cofnąć go nie można, to próbujemy wyobrazić sobie inne warianty naszego życia.(…) Jeszcze dalej: książką o pamięci, która potrafi stać się naszym drugim życiem, a czasem zastąpić przytępione sumienie. Także o samotności – w jakim stopniu jest zawiniona przez nas samych, w jakim przez środowisko, koicydencje przypadków i przeznaczenia. O pisaniu wreszcie: jego wielkiej kreacyjnej mocy, mocy przełamywania obcości i samotności właśnie. Do głównego nurtu relacji wplata narrator krótkie wątki poboczne jak odnogi wysychającej rzeki. Czasem też domysły na temat losów ludzi, z którymi już nie zdąży się spotkać, których historii już nie pozna.
I te wymyślone mikroświaty przynoszą nieraz więcej detali niż historie „prawdziwe”. (…)
Rafał Rżany, Pół wieku niepamięci.
„Nowe Książki” 2009, nr 2, s. 54.

Powrót