Powrót

[„MIĘDZY BRZEGAMI” 1961 – recenzje:]

(…) Urok tej chłopięcej czy chłopakowatej prozy, świeżej, ujmująco czystej, jest nieprzeparty i niezmiernie rzadki. (…) Urwisowska rodzajowość idzie w tych opowieściach w parze z cienkością i subtelnością psychologiczną i literacką. (…) Człowiek istnieje u Orłosia zawsze wśród natury i pejzażu. Natura i pejzaż nie są tłem, są istotną, wewnętrzną treścią człowieka. Myślę zresztą, że to właśnie najpełniej określa inność prozy Orłosia. U niego człowiek raczej odczuwa brak związku z innymi ludźmi, niż jest tymi związkami w sposób ostateczny udręczony. A jeśli nawet jest tak, że człowiekowi daje się we znaki jakiś związek z drugim człowiekiem czy innymi ludźmi, sytuacja nie jest bez wyjścia, ponieważ związek tego człowieka z naturą jest bardziej ścisły i natura staje się ratunkiem, natura stwarza zawsze szanse uzyskania azylu. W zasadzie jednak ludzie tu tęsknią do ludzi, do ich pomocy, do wspólnictwa w walce z przeciwnościami losu. (…) Debiut Orłosia trzeba uznać za udany i bardzo obiecujący. Delikatna wrażliwość i znakomity pisarski słuch to niemałe atuty, jeśli stwierdzić je można na samym początku pisarskiej drogi.
Henryk Bereza, Sympatyczny debiut. „Nowe Książki” 1961, nr 16, s. 988.

(…) W nowelach Orłosia ciągle widać morze. Widzimy je przez jakąś mgłę, niewyraźnie, jakby przez źle, nieostro, nastawioną soczewkę fotograficzną. To morze – to tęsknoty ludzi umęczonych do czegoś lepszego. Tęsknoty te widzimy urywkowo, częściowo, nazbyt krótko, jak coś, co widzimy pomiędzy szprychami toczącego się koła. (…)
Stanisław Mackiewicz, Bona damnatorum.
„Kierunki” 1961, nr 38, s. 9.

Do tradycji niemal należy zdefiniowanie postawy twórczej debiutującego prozaika poprzez przypisanie mu określonego miejsca pośród kluczowych problemow młodo-pokoleniowych. (…) Poszukiwanie miejsca dla prozy Kazimierza Orłosia na tak określonej mapie pisarskiej jest jednak niecelowe i niepotrzebne. Debiut jego przynosi tendencje zdecydowanie odmienne. Pierwsze wrażenie czytelnicze dotyczy w największym stopniu obiektywizmu tej prozy, spokojnego i uregulowanego toku narracji, czasami nawet prowokującego określenia jakiegoś „małego realizmu”. (...)
Marta Wyka, Mały realizm i filozofia. „Twórczość”1962, nr 1, s. 125

Powrót